![]() | ||
Ten obrazek jest super śmiesznym żartem - wiesz, Kominek i dałam zdjęcie kominka. HAHAHA. |
Na
pewno kojarzysz Kominka/Tomka Tomczyka/Jasona Hunta. Każdy go
kojarzy, chociaż być może nie każdy o tym wie. Ja regularnie
czytam go od około pół roku, wcześniej tylko miałam świadomość,
że ktoś taki istnieje i uważa się go za króla blogosfery. Cóż,
nawet jeżeli w rzeczywistości nim nie jest, to jego książki
utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie są to tak całkiem puste
słowa.
Mniej
więcej w listopadzie 2013 zdecydowałam, że w Ostatnim rozdziale
zaczną zachodzić zmiany mające na celu przybliżenie do mnie
mojego własnego bloga, który przez to, że pisałam raczej z
poczucia obowiązku niż rzeczywistego zainteresowania tematem,
zaczął mi ciążyć. Postanowiłam przed upływem dwóch lat
blogowania przeprowadzić się na swoje i może w przyszłości
sprawić, że mój blogasek zacznie przynosić mi jakieś materialne
korzyści. Problem polegał na tym, że nie miałam na ten temat
jakiejkolwiek wiedzy. Zero. Null. Słownie: żadnej.
I wtedy zjawił się ON.
Książę
na białym rumaku z wieścią o wznowieniu sprzedaży Blogera
w wersji 2.0. Stwierdziłam, że skoro wszyscy nazywają go tym
królem blogosfery, to to nie może być całkiem wyssane z palca.
Zamówiłam Blogera
i
Bloga
w pakiecie za 55 złotych – najlepiej wydane pieniądze w całej
mojej historii kupowania książek. Kiedy
przyszły, postawiłam je na półce i zapomniałam. Trochę się
zeszło, ale mamy połowę maja, a ja kilka dni temu skończyłam
Bloga.
I pomijając fakt, że jestem w trakcie pisania maila do Tomka z
pytaniami, czuję się w obowiązku przybliżyć ci, dlaczego każdy
bloger MUSI się z publikacjami Tomczyka zapoznać.
1. To pełne kompendium wiedzy, którą powinien posiadać każdy bloger.
Serio, każdy. Nieistotne, czy chcesz zarabiać już teraz i nie
wiesz, jak to zrobić, czy już zarabiasz, ale chcesz więcej, czy w
ogóle nie chcesz zarabiać, lecz uważasz, że twój blogasek jest
za mało znany i szukasz tego przyczyny. Kominek (wybacz, nie mogę
się przekonać do Jasona Hunta) wyczerpał temat tak bardzo, że
chyba bardziej się nie da.
2. Tomczyk uczy, jak reagować na czytelników, jak kreować wizerunek i jak przy tym nie zarobić się na śmierć.
Teraz już żaden hejter ani odchodzący, obrażony czytelnik nie
spowoduje nieprzespanej z powodu płaczu nocy! Jednocześnie czuję
się trochę jakbym przeszła pranie mózgu, ale w tym dobrym
sensie... O ile pranie mózgu może być dobre. Ale to chyba świadczy
o tym, że jednak Tomek wie, co robi. I jak to robi.
3. Nawet jeżeli nie interesuje cię samo blogowanie, książki kipią od opowieści.
Czasem
nawet zdarzało mi się zaśmiać nad przykładem złej propozycji
współpracy lub zapłakać nad fragmentem tekstu z bloga,
zamieszczonego w Blogerze.
To z jednej strony przerażające, jak człowiek jest podatny na
dobrze podane emocje. Ale z drugiej pokazuje, że w sumie to nie jest
takie trudne – podać te emocje w odpowiedni sposób. A jak dasz je
czytelnikom, to cię na rękach będą nosić. Tak przynajmniej
twierdzi Tomek.
4. Uczysz się, jakich błędów lepiej NIE popełniać.
Chociaż i tak doskonale wiadomo, że część z nich popełnisz
choćby z czystej przekory. Ale na pewno nie dotyczy to tych
poważnych, które mogą zaważyć na twoim wizerunku. A o to chyba
chodziło.
5. Wszystko jest ci podane na tacy, ale i tak masz wybór, co z tego wykorzystasz.
Dla mnie niewykorzystanie tego, czym Tomek wypełnił te ponad 700
stron, jest taką zbrodnią, jakbyś siedział głodny, bo nie jadłeś
od trzech tygodni i żołądek przykleja się już do pleców, a
ślinka cieknie na widok innego człowieka, przed stołem uginającym
się od jedzenia i nic z niego nie wziął. Jakbyś nie miał pod
ręką walizy lub czterech, tak na wszelki wypadek, i nie zaczął
pakować tego jedzenia na zapas, byle więcej, nawet jeżeli się
zmarnuje. Najwyżej wrócisz i weźmiesz jeszcze. Ale nie, ty twardo
siedzisz głodny, bo stwierdzasz, że to i tak nie jest dla ciebie.
Więc teraz odpowiedz sobie szczerze: chcesz być głodny czy mieć
więcej niż potrzebujesz? Może zasadziłbyś jakieś pestki, gdybyś miał więcej, i
potem rozdał to, co ci wyrośnie, innym głodnym, co?